strony internetowe zabrze, gliwice

Media o Nas: Chwila z Szymonem Matuszkiem

– Chcę, by ludzie zapamiętali mnie nie tylko z pobytu w Realu Madryt – mówi kapitan Górnika Szymon Matuszek, który karierę rozpoczynał razem z obecnym filarem kadry. Poniżej prezentujemy obszerny fragment rozmowy z pomocnikiem 14-krotnego Mistrza Polski, przeprowadzonej przez Izę Koprowiak z Przeglądu Sportowego w ramach cyklu "Chwila z ..."

Musiał pan przebyć tysiące kilometrów, zwiedzić siedem klubów, by wreszcie zostać docenionym na własnym podwórku, u siebie – na Śląsku.

Jestem Ślązakiem, ale gwarą nie pogadamy. Jak to mówią kibice w moim rodzinnym mieście: Jastrzębie to ostatni bastion polskości na Śląsku. To miasto przyjezdnych, ludzie z całej Polski sprowadzali się tu, by pracować w kopalni. Tata zaczął w niej pracę, by uciec przed wojskiem. Ojciec, moi dziadkowie i wujkowie to górnicy. Brat w tę stronę nie poszedł. Chyba ze strachu. Nic dziwnego, ojciec ciągle był poszkodowany. Wracał zmęczony, opowiadał, ile kilometrów przeszedł na czworaka.  Często w ogóle go nie widziałem, bo w dzień odsypiał.

Ciężar wychowania spoczywał na mamie?

- Zawsze miałem z nią lepszy kontakt. To głównie ona jeździła na moje mecze i kibicowała. Gdy byliśmy młodsi, wsadzała mnie do samochodu, po drodze z osiedla Przyjaźń zabieraliśmy Kamila Glika i zawoziła nas na trening.

Osiedle Przyjaźń uczyło życia.

- Moje było spokojne, ale idąc na treningi MOSiR-u Jastrzębie musiałem przejść przez niebezpieczne blokowiska. Krótko po pierwszej komunii wracałem z kolegą. Otoczyła nas grupka starszych, kumpel musiał oddać złoty łańcuszek. Mama czasem wysyłała po nas mojego starszego brata. Kiedyś przyjechał na rowerze i musiał go oddać. Na szczęście chłopak z innej grupy stanął w jego obronie, więc odzyskał sprzęt. Gdy szedłem do Kamila, czy Marty (obecnie żona Glika – przyp.red.) niejeden raz mnie zaczepiano. Hasło „znam Glika i jeszcze jednego kolegę” chroniło przed pobiciem. Mieli renomę na osiedlu.

Glik opowiadał, że gdyby nie Marta, pewnie zostałby na ławeczce, zamiast grać w piłkę.

Żony piłkarzy często nazywa się złośliwie WAG’s. W przypadku Marty i Kamila z radością patrzę na ich szczęście. Nie ma nic wspólnego z WAG’s. Wiem, ile pracy włożyła w karierę męża. Była dla niego drugą matką i starszą siostrą, która brała go za fraki i kazała jechać na trening. 

Dziś trenerzy mówią o panu: wzór. W młodości też tak było?

- Gdybym powiedział chłopakom z Górnika, że w podstawówce okradałem sklepik szkolny, pewnie by nie uwierzyli. Było nas trzech. Zauważyliśmy, że podczas przerwy pani ze sklepiku wychodzi na fajkę. Szybka akcja: jeden trzymał okienko, drugi miał plecak, trzeci wchodził i ładował słodycze. Przy którymś z kolei włamaniu otworzyliśmy szybkę, a tam czekała sprzedawczyni. Dywanik u dyrektora, rodzice wezwani do szkoły. Mnie dostało się najmniej, miałem dobrą renomę u nauczycieli.  

Pierwszy alkohol?

Z kolegami z klasy z gimnazjum kupiliśmy Heinekeny. Wyszło po jednym na głowę.

W porównaniu do opowieści Glika nie robi to wrażenia. Stoper reprezentacji Polski w albumie „W kadrze” opowiadał: „Alkohol kupowaliśmy nielegalnie, na melinach. Na osiedlu były osoby, które przywoziły go z Czech i za 10 zł można było kupić pół litra wódki. Wystarczało na cztery-pięć osób, dopiero potem szliśmy na imprezę. Typowe życie na osiedlu.”

- Ale to było później. Miałem przyjemność w tym uczestniczyć. Wódka smakowała jak paliwo rakietowe z Czech. Wtedy pierwszy raz mama zauważyła mnie pijanego. Dostałem szlaban na dyskoteki. Głupi czas, najważniejsze było szybko z tego wyrosnąć. Nie wszystkim się udało. W Jastrzębiu widzę wielu, którzy sobie nie poradzili z życiem. Nie założyli rodziny, mieszkają z rodzicami, zmieniają pracę, niektórzy są w więzieniu. W bloku rodziców mieszka chłopak, z którym siedziałem w ławce. Właśnie przeszedł trzeci zawał. Przykre, ale nie wzięło się z przypadku. Taki miał styl życia. 

Pan szybko wyprowadził się z domu – w wieku 16 lat wyjechał do Hiszpanii. A po roku, razem z Glikiem i Krzysztofem Królem, trafił do szkółki Realu  i poznał piłkarzy pierwszej drużyny Królewskich.

- Ogromne wrażenie wywarł Raul, który podszedł do nas w jacuzzi i wiedział, kim jesteśmy. Byłem zdziwiony, że jeden z najlepszych zawodników świata rozpoznał juniorów. Jako kapitan Górnika czasem mam problem, by ogarnąć cały pierwszy zespół, zapamiętać, kto na jakim był zgrupowaniu, pogratulować wyników. W Madrycie przekonałem się, jak jest to ważne. Takimi gestami Raul pokazywał swoją wielkość. 

W odróżnieniu od Gutiego.

- Mieszkałem z Javim Hernandezem, jego kuzynem. Podjeżdżaliśmy autobusem pod szlaban ośrodka, Guti często przejeżdżał obok nas, nie dość, że się nie zatrzymał, to nawet nie machnął ręką. Na Śląsku nie do pomyślenia tak traktować rodzinę. 

Javi Hernandez też wylądował w Polsce. Najpierw w Górniku Łęczna, teraz jest w Cracovii.

- Nie widzieliśmy się, ale dzwonił dwa razy o północy. Kiedyś podczas przerwy na mecze reprezentacji. Nie wiedział, że I liga rozgrywa w tym czasie kolejkę. Byłem na zgrupowaniu, w głowie był mi sen, a nie impreza. Z grupy, z którą trenowałem, w Realu został tylko Nacho, reszta zwiedza świat. Nie jest tak, że Real otwiera wszystkie drzwi. 

Kiedy był pan w Realu, miał wrażenie, że jest królem świata?

- Gdy przyjeżdżałem na kadrę młodzieżową, ludzie sądzili, że będę się inaczej zachowywał i grał nie wiadomo, jak dobrze. Miałem o wiele większe ambicje niż gra w polskiej I lidze. Nie wydaje mi się jednak, żeby mi sodówka uderzyła do głowy. 

Wysoko uniesioną głowę nosił Grzegorz Krychowiak. Jego pewność uderzyła w pana.

- Na zgrupowaniu kadry juniorów miałem grać jako defensywny pomocnik, a Grzesiek na stoperze. Nie podobało mu się to. Trenerowi Dziubińskiemu powiedział, że nie po to przyjeżdżał z Francji, by grać w obronie. Selekcjoner przesunął mnie do tyłu.    

Jak się pan poczuł?

- Czasem nie opłaca się być za dobrym. Odparłem, że nie ma problemu. Ale patrząc długofalowo, Grześkowi jego podejście bardziej się opłacało. Do celu dążył po trupach, w tym wypadku trupem byłem ja. Ale taki jestem. Kiedy w Górniku trener wystawiał mnie przez sześć, czy siedem meczów na prawej obronie, też się nie skarżyłem, że mi to nie pasuje. Walczę o swoje, ale na boisku. Tam rozpycham się łokciami aż za mocno. 

 


Ciąg dalszy rozmowy dostępny jest TUTAJ.

 

 


Źródło: http://www.gornikzabrze.pl/aktualnosci/wydarzenia
 

Powrót do archiwum

gornikzabrze.pl


comments powered by Disqus
 
Reklama

Miejsce na Twój button,
napisz: deatrening@gmail.com
Ekstraklasa
Lp Drużyna Punkty Z. R. P.
1 Górnik Zabrze 195 41
2 Lech Poznań 185 32
3 Zagłębie Lubin 164 41
4 Legia Warszawa 165 13
5 Śląsk Wrocław 164 42
6 Wisła Kraków 165 14
7 Jagiellonia Białystok 154 32
8 Sandecja Nowy Sącz 144 23
9 Korona Kielce 144 24
10 Arka Gdynia 143 52
11 Wisła Płock 113 24
12 Lechia Gdańsk 102 44
13 Pogoń Szczecin 82 26
14 Bruk-Bet Termalica Nieciecza 82 26
15 Piast Gliwice 82 26
16 Cracovia 61 35